(...)
- And, słuchaj, życie masz tylko jedno. Gdy anioł śmierci nadleci, za późno już
będzie myśleć o tym, gdy nadleci anioł śmierci czarny jak dżuma, na skrzydłach
wiatru...
- Moja praca jest moim życiem. Moją pasją tworzenia.
- Dzieło umrze prędzej niż się spodziewasz, And, prędzej niż ja spodziewałam się
śmierci, choć znałam godzinę swego przeznaczenia. Gdy nadeszła, zadziwiona uniosłam
wąskie kreski brwi, o które tak dbałam, i długo rozmyślając nad cudownym mechanizmem
ciała zginałam i prostowałam palce, w słońce patrzyłam szeroko rozwartymi oczyma,
zachwycona, że czuję piekący strumień łez...
Straciłeś wszystko... i życie przegrałeś. Teraz płyniesz wśród mglistych oparów
ku mnie.
Bracie, spójrz w przeszłość szarą i bezbarwną jak szklane postacie twojej urojonej
menażerii, przyjaciół niemych, spójrz... W pogoni za nimi minęły chwile cenne.
- Ja chciałem przecież kiedyś, tak bardzo pragnąłem żyć mocno...
aż do bólu.
Jakże innego pragnęliśmy płomienia, ja, Bejrut i Mały Niedźwiadek, Anika i And
wśród swojej menażerii, którą ukochał tak mocno. Zginęliśmy w ostrym blasku
światła, rozpłynęliśmy się w nicość.
Wszystko się kończy... Właśnie teraz... zabierz mnie z sobą, jeśli mnie kochasz...
|
|